środa, 19 listopada 2014
fabryczka świątecznych ozdób
Nasza domowa fabryczka świątecznych ozdób ruszyła pełną parą! Masa z sody oczyszczonej, skrobi i wody, na którą przepis znalazłam w najnowszym magazynie GREEN CANOE, okazała się strzałem w dziesiątkę! Miękka, plastyczna, nie krusząca się, zdecydowanie przebiła masę solną.
wtorek, 18 listopada 2014
w krainie dinozaurów
Kiedy podczas rodzinnych narad pod hasłem "gdzie by tu pojechać" padało słowo "dinopark", broniłam się wszystkimi dostępnymi kopytami. Oczyma wyobraźni widziałam dzikie tłumy i festiwal kiczu na każdym kroku. Jednak pewnego wczesnowiosennego dnia pojechaliśmy na wycieczkę "gdzie oczy poniosą" i tak się złożyło, że trafiliśmy w okolice KRASIEJOWA. Drogowskazy prowadziły do Juraparku, dzieć podskakiwał podekscytowany, a ja w końcu skapitulowałam ;-) Ustaliliśmy, że jeśli będzie niefajnie, to po prostu damy dyla ;-) Poza tym dzień było ponury, było dość późno, więc też nie fikałam za bardzo - zaraz wracamy!
Taaa.
Jak się pewnie domyślacie, byłam ostatnią osobą, która chciała stamtąd wyjść. To było tuż przed świętami Wielkanocnymi (tak, wiem, nic nie mówcie, powisiał trochę ten wpis ;-)) i cały Jurapark mieliśmy niemalże na wyłączność. Nie bez znaczenia okazał się dla nas fakt, że dinopark nie powstał w tym miejscu przypadkowo - odkrywka w Krasiejowie to prawdziwe dinozaurowe cmentarzysko. Udostępnione zwiedzającym stanowisko archeologiczne to autentyczne znalezisko - niemalże kość na kości! Niesamowite wrażenie! A to tylko niewielki ułamek całości. Wśród znalezisk znajdują się szczątki dinozaurów, liczące 230 milinów lat. No, tak to ja lubię!
Zwiedzanie rozpoczęliśmy od Oceanarium. Błyskawicznie przenieśliśmy się w dawne czasy i podziwialiśmy robiące wrażenie, naturalnej wielkości Megalodony, Plezjozaury czy Mozazaury. Oceanarium to duże kino - akwarium 3D, a czasami nawet 5D ;-)
Tymczasem czekał już na nas prawdziwy dinopociąg (kto ma dzieci i przyznaje się do posiadania telewizora i puszczania dzieciom bajek - wie o czym mówię ;-)). Tunel czasu to multimedialna wędrówka, podczas której niektórzy dowiedzą się, a inni przypomną sobie, początki naszej planety i życia, które na niej powstało.
(w środku tunelu zdjęć nie robiłam, albowiem łączyłam w tym czasie edukację własną z karmieniem niemowlęcia ;-))
Po wizycie w tunelu czekał nas spacer ścieżką edukacyjną - coś dla ciała i ducha ;-)
I czas na moje ulubione miejsce w całym parku - Pawilon Paleontologiczny!
Znudzony już nieco dzieć ożywił się na placu zabaw ;-)
Jestem przekonana, że jeszcze tam wrócimy :-)
Bilet normalny kosztuje 39 zł, ulgowy 32 zł, rodzinny - 125 zł. To niemało, ale zważywszy, że ostatnio za dwa bilety do kina, dla mnie i dla syna, zapłaciłam ponad 50 zł (zgroza!), to jednak wybieram cały dzień w dinoparku ;-)
piątek, 3 października 2014
jej portret ;-))
Będąc mamą pięciolatka, trzeba liczyć się z tym, że pewnego dnia nasz wizerunek ozdobi nudną dotąd wannę ;-)
Rozłożystość bioder nieco mnie zmartwiła, choć potomek twierdzi, że to taka sukienka ;-)
Ale! Kto by tam wierzył facetom ;-)
Najwyższy czas na dietę!
Reszta rodziny też znalazła swoje miejsce. Ciekawe, kto zasłużył na troje oczu ;-)))
Rozłożystość bioder nieco mnie zmartwiła, choć potomek twierdzi, że to taka sukienka ;-)
Ale! Kto by tam wierzył facetom ;-)
Najwyższy czas na dietę!
Reszta rodziny też znalazła swoje miejsce. Ciekawe, kto zasłużył na troje oczu ;-)))
środa, 1 października 2014
korzenne ciasto z owocami na dobry poczatek pazdziernika
W poprzednim poście wspominałam o przepisie na ciasto, który znalazłam w książce "Nasze jedzenie. Naturalnie!", wydanej przez IKEĘ. To był strzał w dziesiątkę! Wilgotne, ale nie zakalcowate, owocowe, korzenne, pyszne! Przed wszędobylskimi muszkami (też macie ich tyle? to jakaś zmora!), schowałam je do lodówki, i schłodzone, okazało się jeszcze lepsze!
przepis (podaję za książką "Nasze jedzenie, naturalnie!")
700 g gotowych do użycia (odpestkowanych) owoców, np. śliwek, gruszek
3/4 łyżeczki świeżo zmielonego cynamonu
3/4 łyżeczki świeżo zmielonych goździków
3/4 łyżeczki świeżo zmielonego ziela angielskiego
1/2 łyżeczki świeżo zmielonej gałki muszkatołowej
300 g mąki pszennej (ja dałam pół na pół z pełnoziarnistą orkiszową)
200 g jasnego trzcinowego cukru muscovado
225 g jasnego cukru trzcinowego
(ja użyłam tylko jasnego cukru trzcinowego, ok. 300 g - ciasto jest słodkie)
2 łyżeczki sody oczyszczonej
1/2 łyżeczki soli morskiej
4 ubite jajka
100 ml oleju krokoszowego lub arachidowego (ja użyłam ryżowego)
Gruszki obrać, pokroić w kostkę, ok. 2x2 cm
Śliwki przepołowić (ja miałam duże śliwki, więc podzieliłam je na ćwiartki)
(owoce powinny być pokrojone na spore kawałki, w przeciwnym razie "znikną" w cieście)
Przełożyć do miski.
Przyprawy wymieszać z mąką, cukrem, solą, sodą (w pierwszej wersji napisałam Z DODĄ, hehehe). Kilka łyżek mieszanki dodać do owoców, przemieszać.
Dodać jajka i olej, wymieszać. Przełożyć owoce do ciasta, wymieszać. Owoców będzie więcej, niż ciasta i tak ma być!
Całość przełożyć do wyłożonej pergaminem tortownicy o średnicy ok. 24 cm
Przykryć ciasto folią aluminiową (posmarowaną odrobiną oleju, żeby masa do niej nie przywarła)
i piec w temperaturze 175 st. przez 45 minut. Zdjąć folię i piec jeszcze przez 25-30 minut, do suchego patyczka ;-)
Gotowe ciasto odstawić do całkowitego wystygnięcia, posypać cukrem pudrem, jeść!
Subskrybuj:
Posty (Atom)






