Pokazywanie postów oznaczonych etykietą nadmorskie klimaty. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą nadmorskie klimaty. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 28 stycznia 2013

wakacji, słońca mi trzeba! :-)


 Jak dobrze, ze mam herbatę, sok malinowy i zdjęcia z wakacji. Niezastąpione wspomagacze podczas mroźnej zimy! Było nadmorsko, wielkomiejsko i sielsko-anielsko, pomieszanie z poplątaniem, tak jak lubię :-) Trochę wspomnień z ubiegłorocznych wakacji, zaklinaczy wiosny i lata :-)) Kto chętny?? :-)))


























środa, 28 września 2011

go to Hel! ;-)) (nadmorskich wspomnień cz. 3)

Ależ na-ten-tych-miast! Uwielbiam Hel :-) Zwłaszcza, że miałam okazję przebywać na Półwyspie już niejako po sezonie ;-) Tylko wstęp do Helu mnie rozczarował, Władysławowo. A może po prostu byłam nie w tym miejscu, w którym trzeba było być? Jedziemy, mając morze po obu stronach - fajna świadomość! W Chałupach nie mogę się powstrzymać i mamroczę pod nosem piosenkę pana Zbigniewa Wu, rozglądając się jednocześnie za odpowiednią plażą :-))))  Jest? Nie ma?? :-))) 
Zatrzymujemy się w Juracie. Patrzę na tę współczesną, ale oczyma wyobraźni widzę przedwojenną.
Przyglądam się domkom zatopionym w sosnowym lesie, z przyjemnością spaceruję po molo (jak tam jest płytko!), a po drugiej stronie nareszcie zachowuję się jak każdy porządny nadmorski turysta i daję sobie zmoczyć tyłek :-))) Boskie fale! 
Fajna ta Jurata, tylko strasznie droga - posezonowa cena za pokój przy smażalni ryb - 200 zł, pfffffff. No to chyba jednak wracamy do 3miasta? ;-) Nie znaleźliśmy też żadnej knajpki, która by nas  zachęciła, więc na obiad ruszamy do Helu. To miasteczko już znamy, byliśmy tu kilka dni wcześniej, tramwajem wodnym :-) Łazimy po porcie, wdychamy rybne zapaszki,  idziemy na cypel - po drodze mijają nas umundurowani ludzie, okazuje się, że trafiliśmy na D-day Hel - rekonstrukcję scen z II wojny światowej,  a konkretnie - lądowanie aliantów w Normandii. Niesamowitą pasję mają w sobie ci ludzie! Gdyby jeszcze Pan Prowadzący mniej mówił... ;-))) 


W poszukiwaniu fal - za tramwajem wodnym :-)


Jeszcze tu wrócimy! Czekają fortyfikacje. Ale to już jak Mały nie będzie taki mały ;-)


:-))))))))

środa, 14 września 2011

Gdaś czyli nadmorskich klimatów cz. 2

Gdaś to oczywiście w języku Najmłodszego - Gdańsk. Jedno z moich ulubionych miast i w moim prywatnym rankingu - jedno z piękniejszych, z ponadtysiącletnią historią, zaklętą w murach, bursztynie i... w powietrzu :-) A przy tym wolne od zadęcia, w które czasami znane historyczne miasta lubią popadać ;-) I pomyśleć, że w zeszłym roku uciekaliśmy stamtąd w popłochu, znękani tłumem i hałasem, towarzyszącym Jarmarkowi Dominikańskiemu - imprezie uwielbianej i wyczekiwanej przez jednych i szczerze znienawidzonej przez drugich.  Naprawdę z całych sił starałam się wczuć w klimat tego wydarzenia, buszowałam pomiędzy straganami i próbowałam wyłowić coś fajnego, ale tandeta pokonała i moje dobre chęci i te kilka(naście) straganów, na których można było zawiesić oko i podziwiać kunszt artystów. Na szczęście w tym roku trafiliśmy na końcówkę Jarmarku i gdańska Starówka nareszcie pokazała nam się w całej okazałości. Naszym ulubionym miejscem została wąziutka ulica Mariacka, którą na własny użytek nazwaliśmy Bursztynową - z racji wielu warsztatów i sklepików oferujących wyroby z bursztynu. Piękności! Napatrzyłam się na te cuda, a że nadal było mi mało, doprawiłam jeszcze wizytą w Muzeum Bursztynu. Chłopaki skapitulowali i poszli w tym czasie na spacer ;-) Muzeum jest bardzo klimatyczne - ciemne wnętrza i podświetlone gabloty, kryjące w sobie bursztynowe cuda - od inkluzji czyli zatopionych w bursztynowych bryłkach roślin czy zwierząt, przez wykonane z bursztynu gry (np. flirt! ;-)), szkatuły, biżuterię, torebkę Batycki z charakterystycznym bursztynowym zdobieniem, po misternie wykonane jajo Faberge. Nie jestem co prawda fanką złotych jaj ;-), ale ich wartość wzbudza respekt ;-)). Z Muzeum Bursztynu sąsiaduje wystawa narzędzi tortur, dość brutalnie przenosząca rozmarzonych zwiedzających w zgoła odmienną rzeczywistość :-)) Bilet, jak się okazało,  obejmuje zwiedzanie obu wystaw, więc, nie wiedząc jeszcze co mnie czeka, poszłam w kierunku wskazanym przez strażnika i wpadłam znienacka w jakieś lochy i otchłanie, przy akompaniamencie jęków i modlitw skazańców. Brrrrrr. Ale przynajmniej nie było żal wychodzić :-))


Po lewej - gdański Żuraw od środka :-)


 
Poniżej po lewej - ulica Mariacka; w średniowieczu znajdowały się tu liczne warsztaty szewskie, dziś - króluje bursztyn :-)




Tak się złożyło, że trafiliśmy na moment powrotu hełmu Ratusza Głównego na właściwe miejsce, po renowacji. Oczywiście dołączyliśmy do tłumu gapiów, bo na co dzień takie rzeczy ogląda się tylko na kanale Discovery ;-)) Niestety burza i deszcz spowodowały, że nie widzieliśmy finału, jedynie montaż mniejszych elementów. Po prawej: hełm jeszcze na dole, można się przyjrzeć :-)


Wieczorem opuściliśmy Gdańsk, uwożąc ze sobą woreczki gdańskich brukowców - pierniczków w cukrowej polewie i ręcznie rolowanych cukierków z fabryczki CIUCIU ;-))))


Muszę jeszcze nadmienić (inaczej się uduszę ;-)), że punktami obowiązkowymi w Gdańsku, poza samą Starówką, są tereny dawnej Stoczni Gdańskiej, które można zwiedzić Subiektywną Linią Autobusową oraz świetnie przygotowana wystawa Drogi do wolności. Zwiedzaliśmy te miejsca w zeszłym roku. Pomnik Poległych Stoczniowców oraz tablice pamiątkowe na Placu Solidarności robią bardzo duże wrażenie. Warto tam być.