Pokazywanie postów oznaczonych etykietą nasze uroczystości. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą nasze uroczystości. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 31 grudnia 2012

Szczęśliwego!

Nabyta na życiowej drodze niechęć do zbiorowych Sylwestrów i robienia wszystkiego na komendę, owocuje kolejnym domowym wieczorem filmowym :-)) Na szczęście, nie jestem w swoich dziwactwach odosobniona, więc to będzie miły i zgodny wieczór ;-)))
 
 
Moi Drodzy!
życzę Wam dobrego roku 2013!  Spełniajcie swoje marzenia, realizujcie plany, dbajcie o siebie i cieszcie się swoimi Bliskimi. Bądźcie zdrowi! A za rok o tej porze, miejcie dobre wspomnienia :-)))
I dziękuję Wam, ze tu do mnie zaglądacie, to dla mnie bardzo ważne i stanowi jedno z dobrych wspomnień roku 2012 :-)))

piątek, 5 października 2012

Kraków zawsze magiczny




Nasz pierwszy Kraków był pełen niepewności i myśli, ze to nie moze się udać. Ten ostatni, wrześniowy, stanowił sentymentalną oprawę naszej piątej rocznicy ślubu. Pomiędzy nimi -  życiorysy wywrócone do góry nogami, wszystko postawione na jedną kartę i walka z połową świata o siebie nawzajem. Ale i duzo szczęścia, radości i wzruszeń, które, mam nadzieję, będą naszym udziałem juz na wieki wieków ;-)
Kraków zawsze będzie dla nas magiczny :-) Nawet, jeśli wita nas mandatem ;-))))))



 







Nie omieszkaliśmy tez zajrzeć na polecaną przez Mimi i Sebastiana Konfederacką 4. 
Bezpretensjonalne, przestronne wnętrza dawnej piekarni bardzo przypadły nam do gustu. Kawa w sekundę pozbawiła mnie bólu głowy i postawiła na nogi, świezo wyciskany sok z pomarańczy (w dobrej cenie!) orzeźwił :-) Szarlotka  była dobra, choć podana z nieodłączną bitą śmietaną (brrr ;-)).



Wracaliśmy w deszczu, z pudełeczkami ręcznie robionych czekoladek w łapkach i błękitnym Chevroletem (oooo, stare auto! da mi!) dla Mikołajka. To był naprawdę miły dzień. 





 

piątek, 1 czerwca 2012

Jeden z najmilszych dni w roku :-)))

Tak, ten dzień powinien być ustawowo wolny,  zeby mieć czas porozpieszczać dzieci, również te, które drzemią w nas samych :-) Wszystkiego najlepszego! :-))))



poniedziałek, 24 października 2011

po prostu miły dzień :-)

Tak się złożyło, ze w sobotę mieliśmy do załatwienia pewną sprawę - w Krakowie. Tak się złożyło, ze udało się załatwić ją szybko i o 10 rano byliśmy już wolni ;-) Tak się złożyło, ze byliśmy tam tylko we dwoje i tak się złożyło, ze jedno z nas miało urodziny :-))) Poranne mgły przeczekaliśmy buszując w Empiku.

 
Kiedy wyszliśmy, unosząc ze sobą całkiem spory stosik zdobyczy, po mlecznej zasłonie nie było ani śladu, a  Rynek tonął w słońcu :-)
 

 Potem Wawel, urodzinowe życzenie, które poznał tylko Zygmunt ;-) i słynne zapiekanki na krakowskim Kazimierzu (nie pamiętam kiedy ostatnio stałam pół godziny w kolejce po jedzenie, ale warto było! ;-)). 
To był po prostu miły dzień, rogale nie schodziły nam z twarzy do późnego wieczora, a dobrą energię czuję jeszcze dziś i oby jak najdłużej :-)))) Chcecie trochę? Bierzcie, przyda się na ponury poniedziałek :-)



środa, 6 lipca 2011

Co znaleźliśmy w lipcowej kapuście ;-)

Dokładnie dwa lata temu, o godzinie 16.13, nasze życie wywróciło się do góry nogami. Na zawsze. Oczywiście spodziewaliśmy się tego, albowiem w przeciwieństwie do bohaterek pewnego programu, który oglądałam kiedyś na TLC (tytułu nie pomnę, ale idea była taka, że bohaterki orientowały się, że są w ciąży, kiedy zaczynały rodzić), wiedzieliśmy, że będziemy mieli dziecko i mniej więcej zdawaliśmy sobie sprawę z konsekwencji tegoż. Tak więc o rzeczonej godzinie potomek został wydobyty na świat, złemu wilkowi zaszyto brzuch (dosłownie, bo poród odbył się przez cc ;-)) i tak rozpoczęła swój bieg zupełnie nowa historia. Mamunia w nowej rzeczywistości odnalazła się średnio. Wszystko ją bolało (szpital akurat oszczędzał na środkach przeciwbólowych, przełom półroczy czy coś tam, lepiej nie pytać ;-)) i marzyła jedynie o tym, by nie kazano jej wstawać, nie kazano jeść, nie kazano iść pod prysznic i w ogóle -  żeby wszyscy się od niej odczepili. Potomek tymczasem leżał sobie najpierw w inkubatorku, potem w szpitalnej rynience, pod czujną opieką pielęgniarek i lekarzy, odwiedzany przez Tatusia. Tatuś, przez wzgląd na stan Mamusi,  kłamał, że potomek jest absolutnie prześliczny, tak samo jak kłamał jakieś 3 tygodnie wcześniej zapewniając ją, że na pewno nie zostanie w szpitalu, to-tak-tylko-na-chwilę i zaraz po badaniu wrócą sobie do domku ;-) Po czterech dniach od porodu cała nasza trójka ostatecznie opuściła szpital na peryferiach (pod oknami chodziły stada dzików ;-)). Pierwsze dni były pełne obaw i lęku. Żadne z nas nie trzymało do tej pory na rękach noworodka, nie przewijało, o kąpielach nie wspominając; ciągle baliśmy się czy nie za mało je, czy nie za dużo, czy mu nie za zimno, nie za ciepło... Aż w końcu włączyło się to, co gdzieś tam w środku, w Czesiu ;-) posiada każdy człowiek i co jest lepsze niż wszystkie podręczniki świata, porady położnych, koleżanek, mam i teściowych, a mianowicie - INSTYNKT. I w ten oto sposób sprawy wydające się początkowo nie do przeskoczenia, okazały się być tak proste i naturalne... Dzidziuś rósł jak na drożdżach, a w nas jak na drożdżach rosła miłość. Do końca życia zapamiętam moment, w którym spojrzałam na swoje dziecko i poczułam, że jest częścią nas, częścią mnie i nie wyobrażam sobie, że mogłoby być inaczej. Jednym uśmiechem wynagradza nam wszystko to, co na jakiś czas utraciliśmy, a co kiedyś wydawało nam się ważne: swobodę, możliwość wychodzenia i przychodzenia o dowolnych porach ;-), spanie do 10, spontaniczne wypady... Pewnie, że czasem tego brakuje, ale warto, kurczę, WARTO. Nigdy nie podejrzewałam siebie o takie pokłady miłości, a także o to, że wyzbycie się egoistycznych odruchów przyjdzie mi z taką łatwością ;-)
Dziękuję Ci, Synku, za te dwa lata. Chcę wierzyć, jeszcze całe mnóstwo przed nami. Nie masz pojęcia, ilu rzeczy mnie nauczyłeś, ile wniosłeś do mojego życia. Kocham Cię jak stąd na Księżyc i z powrotem :-))))
Wszystkiego najlepszego! Dużo dudu! :-)))))))))))))