Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Muzeum Lotnictwa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Muzeum Lotnictwa. Pokaż wszystkie posty

środa, 21 stycznia 2015

pod niebiosa ;-)


Pamiętacie, jaka piękna była zeszłoroczna jesień? Porządkując prywatne albumy, trafiłam na zdjęcia z naszego październikowego wypadu do Muzeum Lotnictwa w Krakowie. Akurat odbywały się tam zawody modelarzy i już z daleka można było usłyszeć charakterystyczne bzyczenie ;-)





Największą frajdę mieli najmłodsi, zbierający w każdej przerwie kolorowe tasiemki, które samolociki ucinały sobie nawzajem w locie. Z taką tasiemką, to dopiero jest zabawa!





O, spadła gdzieś... tylko gdzie???




Oj, mała awaria! ;-)


Bardzo miło wspominam ten wypad! Po raz kolejny polecam Wam krakowskie Muzeum Lotnictwa, naprawdę warto się tam wybrać, nie tylko w dni "z atrakcjami". To kawał naszej historii, na dodatek, świetnie zaprezentowany. Dla małych i dużych! ;-)

poniedziałek, 12 maja 2014

jak Pieniążek Kukułką uciekał :-)



Stali Zaglądacze wiedzą, że mamy lekkie kuku na punkcie samolotów. Największego szmergla przejawia Tatuś, a zaraz po nim plasuje się starszy Synuś. Młodszy powoli wciągany jest w lotnicze wariactwa, a Matka, choć lubi latać i gapić się na samoloty, czasami ma dość. Jeśli więc spotkacie kiedyś na lotnisku rodzinę złożoną z: faceta z aparatem, lornetką i urządzeniem, z którego gadają piloci i kontrolerzy, pięciolatka z modelem Wizzaira w ręce, przylepionego nosem do szyby tarasu widokowego, niemowlę oraz kobietę czytającą książkę i udającą, że nic ją to nie obchodzi, to prawdopodobnie będziemy to my :-) Czasami też można nas spotkać w Muzeum Lotnictwa w Krakowie; byliśmy tam na Majówce rok temu (klik klik ), byliśmy i w tym roku. I warto było, bo nie dość, że pogoda dopisała, to jak na zawołanie, tuż obok nas, postanowił wylądować helikopter. I to dwa razy! Tatuś i Starszy Synuś oszaleli, Młodszy postanowił przekrzyczeć ryk silnika i śmigieł, a Matka, walcząc z wichurą spowodowaną przez lądującą maszynę, próbowała przygotować mleko, przytrzymać odlatującą flanelową pieluchę, pozbyć się włosów z twarzy i nie zwariować :-)) (zdjęcia zrobiłam przy drugim lądowaniu, kiedy sytuacja była już jako tako opanowana).



Innym śmigłowcem, który zrobił na nas nie mniejsze wrażenie, był (uwaga, zaglądam do ulotki ;-)) Mi-8 nr boczny 620, który służył Janowi Pawłowi II podczas jego wizyt w Polsce i unosił go ponad tatrzańskimi szczytami :-) Dzięki sponsorom maszyna została odnowiona  i teraz wszyscy mogą ją podziwiać, również (w określonych godzinach) wewnątrz. Gdybyście odwiedzili kiedyś Muzeum i mieli okazję wejść do śmigłowca, pamiętajcie przy wychodzeniu o głębokim pokłonie, inaczej dzwon gwarantowany ;-) Większość zwiedzających o tym nie pamiętała, więc z daleka już było słychać BAM! i  AUUUU! ( wszak inne okrzyki, ze względu na rangę śmiglowca, nie uchodzą ;-))))





Ale! ja tu o śmigłowcach, dzwonach i pieluchach, a miało być o Kukułce. Niesamowita historia! Kukułka, samolot konstrukcji drewnianej, był pierwszym amatorskim samolotem, zarejestrowanym w Polskiej Republice Ludowej. Powstał on na początku lat siedemdziesiątych, niejako z potrzeby serca, ponieważ władze PRL tak bardzo utrudniały jej właścicielowi, panu Eugeniuszowi Pieniążkowi, życie i lotnicze hobby, że wziął i zbudował samolot ( w mieszkaniu w bloku! - co się nie mieściło, było spuszczane na linach przez okno)  i uciekł! 


Przez Czechosłowację i Węgry, w bardzo trudnych warunkach pogodowych, udało mu się przedostać do Jugosławii, gdzie najpierw osadzono go w więzieniu, a po siedmiu miesiącach, ni z  gruchy, ni z pietruchy uwolniono i kazano, żeby sobie poszedł. No to poszedł, do Szwecji, bo tam miał przyjaciół lotników, do których swego czasu puścić go nie chciano. Niestety, z rodziną było już znacznie gorzej, bo władze, nie mogąc nic zrobić panu Pieniążkowi, zaczęły prześladować jego żonę i córkę, i nawet rozwód (przeprowadzony celowo, żeby już dano im spokój), niczego nie zmienił. I tu znowu historia jak z filmu: zaprzyjaźniony Szwed ożenił się z byłą panią Pieniążek i sprowadził ją, razem z córką, do Szwecji. Tego samego roku, cała rodzina Pieniążków, udała się na jugosłowiańskie lotnisko po Kukułkę :-)))
W latach dziewięćdziesiątych pan Pieniążek wrócił do Polski, a w 2005 roku przekazał swój samolot Muzeum Lotnictwa, dzięki czemu możemy oglądać oryginał :-)
I jakkolwiek niesamowicie brzmi ta historia, mogę się tylko domyślać, ile to wszystko kosztowało całą tę rodzinę. I po raz kolejny, docenić wolność.


piątek, 3 maja 2013

Dawno nas nie było (czy ktoś nas jeszcze pamięta? ;-) )



Od ostatniego wpisu minęły już ponad dwa miesiące, ale tak musiało być. To nie był łatwy czas, zwłaszcza ten marcowy. Wracam, bo życie toczy się dalej, jakkolwiek okrutnie by to z pewnej perspektywy nie brzmiało... Wiosenny czas, maj, nawet deszczowy, trochę "pomuly" (ponury) jak mówi Mikołaj, ale jednak zielony, ciepły - musi nastrajać pozytywnie :-) Jak dobrze wyjść na balkon z kubkiem mocnej herbaty z cytryną, posłuchać wiosennej burzy, zwrócić twarz w stronę ciepłego wiatru, popatrzeć na kwitnące drzewa. I pojechać na majową wycieczkę, oczywiście! Tym razem wiosenny wiatr wywiał nas do krakowskiego Muzeum Lotnictwa, a na drugi dzień - do Bielska i Cieszyna. Muzeum to kawał lotniczej historii, wspaniałe miejsce, które warto odwiedzić - tylko trzeba sobie zarezerwować jakieś... pół dnia? ;-) Niestety, w aparacie padła nam bateria (KTOŚ zostawił biednego Nikonka na opcji ON, na jakieś dwa dni ;-)), więc mam zdjęcia jedynie z telefonu... Ale coś tam widać! :-)





Muzeum powstało w latach sześćdziesiątych ubiegłego wieku na terenie jednego z najstarszych lotnisk w Europie: Rakowice - Czyżyny. Ekspozycje umiejscowione są zarówno w terenie, jak i w hangarach (jeden z hangarów pochodzi z okresu międzywojennego i został, dzięki Muzeum, uratowany od całkowitego zniszczenia) i wierzcie mi: jest co oglądać! Do dyspozycji zwiedzających są również symulatory lotów, interaktywne kioski informacyjne, żyroskop, a dla zmęczonych zwiedzaniem - fotele lotnicze ;-)







A wkrótce relacja z wypadu do Bielska i Cieszyna, a następnie - coś o jednym z moich noworocznych postanowień. Będzie pysznie! :-)))