piątek, 16 grudnia 2011

placuchy z gruchy ;-))))

Tefałenowskie "Rewolucje na talerzu", z tego co pamiętam, zebrały wśród widzów sporo krytycznych uwag: a to gadają jak do dzieci, a to jedna z prowadzących za gruba i jak to się ma do zdrowego żywienia ;-) i tak dalej, i tak dalej :-)) Ja bardzo lubiłam ten program (obejrzałam wszystkie odcinki w internecie) i wprowadziłam w życie sporo przepisów i pomysłów. Są proste, dietetyczne i naprawdę smaczne (poza tortem marchewkowym, który smakował tylko małemu Mikołajkowi - na zdrowie :-))))))) ). Dziś jeden z przepisów dziewczyn  - pyszne i szybkie placki z gruszki. Słodkie, mimo, ze bez grama cukru :-)

Potrzebujemy:
2-3 gruszki
3 łyżki mąki pełnoziarnistej  
szczyptę cynamonu
szczyptę soli
1 jajko 

I dalej już jak każde inne placki: mieszamy i smażymy. Przewracamy delikatnie, bo źle traktowane mogą nieco stracić formę ;-)

można podawać np. z sosem (serek homo + łyżeczka miodu + wanilia) 

Prościiiizna :-)

 
 

Nie zmienię świata, nie zmienię...

... Nie mam żadnych złudzeń.
To nie uda się nikomu.
Choć rewolucje są dla ludzi.
Nie zacznę nowej wojny,

I nie zakończę starych.
To wszystko jest utopią.
I śmieszne są zamiary

Ale mogę zmienić się sam
I mogę zmienić Ciebie,

Możemy zmienić nasz dom
By było nam jak w niebie...
(Sztywny Pal Azji)

Mojemu życiu od lat towarzyszą zwierzęta. Najpierw te u Dziadków na wsi, potem już moje, własne: pies, koty... Nie wyobrażam sobie domu bez futrzaka. Wszyscy jesteśmy wrażliwi na krzywdę zwierząt. Pieso moich teściów jest wypieszczony do granic możliwości - a mało brakowało, żeby dokonał żywota w lesie, wyrzucony przez kogoś z samochodu... Moja mama co i rusz zgarnia z ulicy ptaki ze zwichniętymi skrzydłami czy zaplątane w jakieś sznurki, dokarmia koty, czasami organizuje im sterylizacje. Robi to, co może. Ja... no cóż, ja jestem tchórzem, więc nie angażuję się w wielkie akcje, od czasu do czasu zgarniam futrzaka z ulicy i szukam mu domu albo wysyłam jakieś drobne kwoty tym, którzy będą wiedzieli jak je wykorzystać. 
Kiedy czytam o takich aktach okrucieństwa jak ta "wystawa" czy masowe uśmiercanie psów przed EURO 2012 na Ukrainie, zastanawiam się, kim trzeba być, żeby robić takie rzeczy. Gdzie trzeba się wychować, jak bardzo mieć zwichrowaną psychikę. Co możemy zrobić? Kiedy już się uspokajam i mordercze odruchy słabną we mnie na tyle, ze jestem w stanie jako tako myśleć, dochodzę do tego samego wniosku, co zwykle - zadbać o swoje otoczenie, na tyle, na ile nas stać. Niech to będzie 5 zł czy koc wysłany do schroniska (KOCYK DLA TYMIANKA - polecam!!!!!.) Karmnik dla ptaków. Zwrócenie uwagi komuś, kto zamknął psa w samochodzie lub trzyma na łańcuchu. Weźmy piesa (:-)) czy kota ze schroniska, nie hodowli. Zacznijmy od własnego podwórka - i te słowa kieruję również do samej siebie, bo często o tym zapominam.



czwartek, 15 grudnia 2011

wspomnień czar - domowy budyń :-)

Odkąd zamieszkał z nami Mały Ludzik, zdecydowanie bardziej przyglądam się temu, co mamy na talerzach. Czasy rosołków z papierka czy zupek chińskich made in Vietnam minęły, mam nadzieję, bezpowrotnie (swoją drogą ciekawe, co będzie podstawą żywienia studentów, kiedy mały Ludzik będzie już Całkiem Dużym Ludziem ;-) Chyba nie chcę jednak o tym myśleć :-)))))).
Odstawiamy tez powoli sztuczne desery i zastanawiam się, dlaczego nie zrobiliśmy tego wcześniej, bo, jak się okazało, przygotowanie takiego domowego budyniu jest dziecinnie proste i bardzo szybkie. A smakuje taki budyń - fantastycznie! :-))

DOMOWY BUDYŃ  (składniki na jeden spory pucharek)

W rondelku podgrzewamy pół szklanki mleka z łyzeczką dobrego masła.

W osobnym naczyniu miksujemy (lub porządnie mieszamy): drugie pół szklanki mleka ;-), żółtko jajka od szczęśliwej kurki, łyżkę mąki ziemniaczanej, łyżkę cukru pudru (albo brązowego) i ulubiony dodatek np. 1,5 łyzki kakao albo wanilię albo skórkę cytrynową, kokos - co lubicie :-))). Ja dodałam kakao, ale mam ochotę na jakieś piernikowe smaki :-)

Połączone składniki powoli wlewamy do wrzącego mleka z masłem. Gotujemy cały czas mieszając, aż budyń zgęstnieje (trwa to nieco dłużej, niż przy budyniu z papierka, ale tez bez przesady - kilka minut :-) ).

I juz!
Pyszne z wisienkami ze słoika :-)

ps. przepis nie mój, ale za diabła nie pamiętam skąd go mam ;-))

środa, 14 grudnia 2011

Święta? Naturalnie! :-)))

Im jestem starsza, tym moje tęsknoty za słońcem i pełnią lata stają się nieco mniej dramatyczne ;-) Próbuję cieszyć się jesienią i zimą :-) Myślę o moich kochanych Dziadkach, którzy mieszkając całe życie na wsi, posiedli ten rodzaj wewnętrznego spokoju, którego nam, mieszczuchom, chyba zawsze będzie brakować. Kiedy oglądam zdjęcia kolejnej ponaciąganej celebrytki albo błyszczących i wychuchanych wnętrz, moje myśli automatycznie wędrują na maleńką wieś, która kiedyś była moim rajem, a i teraz jest miejscem do którego wracam z dużym sentymentem. Moja Babcia tak ładnie się zestarzała :-))) I Ona, i Dziadek zawsze żyli zgodnie z rytmem natury, pory roku wyznaczały im rodzaj pracy. Starość, wcale niełatwą, przyjęli z godnością i spokojem. Wszystko płynie. Wszystko ma swój czas.
Spokojnie więc czekam na słoneczne dni i cieszę się nadchodzącymi Świętami :-))) Praca wre - ale tylko wtedy, kiedy nam się chce :-))) Nic na siłę. Spokojnych przygotowań!