Tak się złożyło, ze w sobotę mieliśmy do załatwienia pewną sprawę - w Krakowie. Tak się złożyło, ze udało się załatwić ją szybko i o 10 rano byliśmy już wolni ;-) Tak się złożyło, ze byliśmy tam tylko we dwoje i tak się złożyło, ze jedno z nas miało urodziny :-))) Poranne mgły przeczekaliśmy buszując w Empiku.
Kiedy wyszliśmy, unosząc ze sobą całkiem spory stosik zdobyczy, po mlecznej zasłonie nie było ani śladu, a Rynek tonął w słońcu :-)
Kiedy wyszliśmy, unosząc ze sobą całkiem spory stosik zdobyczy, po mlecznej zasłonie nie było ani śladu, a Rynek tonął w słońcu :-)
Potem Wawel, urodzinowe życzenie, które poznał tylko Zygmunt ;-) i słynne zapiekanki na krakowskim Kazimierzu (nie pamiętam kiedy ostatnio stałam pół godziny w kolejce po jedzenie, ale warto było! ;-)).
To był po prostu miły dzień, rogale nie schodziły nam z twarzy do późnego wieczora, a dobrą energię czuję jeszcze dziś i oby jak najdłużej :-)))) Chcecie trochę? Bierzcie, przyda się na ponury poniedziałek :-)










